17 minut do przodu – Sieraków 2016

13322140_603718473119618_5363403580771109743_n

Sieraków jest triathlonową stolicą wiosennego sezonu. Po ciężkiej zimie i mocno przepracowanej wiośnie, to czas pierwszego sprawdzianu. To miejsce, gdzie nie wypada nie być. Spotykamy tam wszystkich tych, których obserwowaliśmy i z którymi rywalizowaliśmy na Zwifcie, Stravie czy FB. I choć Sieraków słynie z ciężkiej trasy rowerowej i jeszcze gorszej biegowej, to w ostatni weekend maja zjeżdżają tam wszyscy.


W Sierakowie rywalizacja rozgrywana jest na dwóch dystansach- 1/4 IM i 1/2 IM. Ja, z racji moich przygotowań pod pełnego IM startowałam na połowie dystansu IM w niedziele. Do Sierakowa przyjechałam w piątek, gdzie od razu wskoczyłam w buty biegowe i poszłam na mały rozruch. Pobiegłam przypomnieć sobie trasę biegowa i tu pierwsze zaskoczenie. Organizatorzy pozmieniali trochę układ ścieżek tak, aby dystans był lepiej wymierzony. W sobotę z samego rana, jeszcze przed startem 1/4IM pojechałam na mały rozjazd, a gdy zawodnicy wyjechali na trasę kolarska wskoczyłam szybko do jeziora rozruszać ręce.
Niedziela. Dzień zero. Mój sprawdzian. Od rana chodziłam jak poparzona. Byłam tak zdenerwowana jak nigdy. Bardzo dużo oczekiwałam po tym starcie i bardzo dużo wymagałam od siebie. Start planowany na godzinę 9: 30 a ja obudziłam się już o 4:00. Poszłam do kuchni na śniadanie i tam w samotności układałam taktykę na najróżniejsze scenariusze tego dnia. Ale tego, co było podczas startu niestety nie zaplanowałam.
O 7: 30 byłam już w strefie zmian i przygotowywałam rower do startu. Uzupełnianie bidonu, sprawdzenie hamulców i dopompowanie opon. Gdy wszystko pozałatwiane w strefie, można udać się na plaże, gdzie w 10-minutowych falach będzie odbywał się start.

13335540_603558206468978_6741912009428855409_n

Byłam mega zestresowana. Naprawdę bałam się tego startu. Powiem szczerze, że tego dnia nie było wielkiej mocy. Stojąc na plaży czułam jak w środku się cała trzęsę. Dziwne uczucie, bo nigdy tak nie reagowałam. Oprócz krótkiego snu to czułam, że wszystkie części układanki są na swoim miejscu.

Pływanie
Jeszcze przed startem pierwsza niespodzianka. Zaczyna padać deszcz. Jak na pływaniu totalnie mi on nie będzie przeszkadzać, to świadomość mokrej trasy rowerowej zaczyna mnie dodatkowo stresować.
Wystrzał. Spokojnie weszłam do wody, bez pośpiechu, zaczęłam wolno– tak jak lubię, bo jak zaczynam za szybko to tracę oddech a potem ciężko go wyrównać. Na szczęście nie było żadnej „pralki” i dzięki temu złapałam fajne „nogi”. Oczywiście pierwsze 500m to męczarnia, ręce bolały i czekałam, kiedy to się skończy, ale po 1000m załapałam luz i było już dobrze. Niestety, gdzieś na 1200m „nogi” dostały jakiegoś przyspieszenia i mi uciekły, dlatego końcówkę już płynęłam o własnych siłach. Czas trochę ponad 38 min, czyli wychodzi tempo w okolicy 2; 00 – tragedii nie ma, ale dobrze tez nie. Nikt mnie nie skopał ani nie zwalniałam na bojkach wiec czas powinien być trochę lepszy. Czas vs zeszły rok poprawiony o ok. 3min., Ale samopoczucie było średnie. Nie czułam mocy a wręcz czułam, że jakoś brakuje dziś w silniku. Tak jakbym dolała benzynę do diesla. Już na pływaniu pierwszy raz przyszła myśl, że jak ja mam tak mało mocy, to jak ja przeżyje rower i czy zejście z trasy nie będzie lepszym pomysłem.

13350996_1225822157456377_564126487_o

T1 – strasznie długo to trwało, ale specjalnie się nie spieszyłam. Chciałam uspokoić oddech i dać krwi przepłynąć z rąk do nóg. W samej strefie sprawnie wszystko załatwiłam i wybiegłam na trasę rowerowa.

Rower – trasa cała mokra, a że nie jestem dobra technicznie to w każdy zakręt wchodziłam prawie na zerowej prędkości a na zjazdach z hamulcem. Do zrobienia cztery okrążenia. Płaskiego prawie w ogóle, a za to cały czas góra-dół. Pierwsze okrążenie trochę asekuracyjnie. Ale i tak średnia po pierwszym okrążeniu wyszła 31km/h. Każde kolejny było szybsze, bo i coraz pewniej jechałam i robiło się bardziej bezpiecznie. Jedynie ostatnie okrążenie już tak nie cisnęłam, bo chciałam trochę dać nogom odpocząć przed biegiem. Podjazy starałam się jechać na luzie tak, aby nie zagrzać nogi a na zjazdach cisnąć ile fabryka dała. Prawie cały czas na blacie. Z roweru schodzę z czasem 2: 43, co jest dla mnie bardzo miła niespodzianką. Poprawa do ubiegłego roku to 12 min.

13307415_945468372235679_4980865249946393280_n

T2 – szybka zmiana, choć na początku nie mogłam się znaleźć mojego miejsca. Bez zbędnego przebierania – buty, daszek żel w rękę i do przodu.

Bieg – z tego jestem chyba najmniej zadowolona. Tutaj moje nogi miały chyba inne plany na niedziele, bo zupełnie przestały słuchać. Miałam założenie biec tempem 5:20 – 5:15. Jest to jak najbardziej w moim zasięgu i to na luzie. Ale tutaj totalna niemoc. Pierwsze okrążenie to uspokajanie nóg, stawanie i rozciąganie łydek, siku i znów szukanie tempa. Dopiero na drugim kółku zaczęłam odczuwać, że nogi zaczynają wracać do biegu i zaczynam biec swoje. Zdecydowanie za długo trwało to przejście – normalnie po 3km już biegnę swoje a tu dopiero koło 6km. Potem dwa kolejne okrążenia w komforcie i bez podchodzenia na podbiegach a podczas ostatniego okrążenie rzuciłam wszystkie siły i była walka o czas. Wiedziałam ze szykuje się fajny czas, ale gdy wbiegając na metę zobaczyłam 5: 25 nie mogłam uwierzyć. Czas poprawiony o 17min, a wiem ze gdyby nie bieganie mogłabym jeszcze trochę urwać. A do tego wisienka na torcie w postaci III miejsca w kategorii.

13329698_10154375201665312_1273321010_n

Najlepsze jest to, że po pływaniu i na początku roweru bardzo poważnie rozpatrywałam możliwość zejścia. Ale im dalej jechałam i potem biegłam to, mimo ze średnio się czułam, cisnęłam ze wszystkich sił. Kiedyś wcześniej się poddawałam i odpuszczałam a tu była walka i z trasa i z sobą.

13321751_603719183119547_2616385134982011779_n
Na trasie biegowej powtarzałam sobie milion razy, że ostatni raz tu startuje, że już nigdy więcej, że może wybiorę jakąś łatwiejsza lokalizację. I co? I już mam zarezerwowany nocleg na za rok.

Sieraków jak zawsze zadziwia niesamowita atmosferą, przecudowna hawajską strefą mety i niesamowitymi kibicami. I nawet mały zgrzyt z pakietem startowym nie zmienił mojego zdania ze jest to najlepsza impreza triathlonowa w Polsce.

One Response to 17 minut do przodu – Sieraków 2016

  1. KK pisze:

    Nogi? Że niby uciekły? 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *