1/8 IM Mrągowo, czyli eksperyment Alicji na koniec sezonu

Alicja_Mrągowo

Mówią, że wszystko, co dobre, szybko się kończy. Jeżeli to chociaż po części prawda, to mój sezon musiał być w tym roku naprawdę dobry, bo czas minął mi w mgnieniu oka. Aż żal było go kończyć.

No i żeby chociaż trochę odsunąć w czasie moment, w którym oficjalnie będę musiała powiedzieć sobie stop, wymyśliłam, że wystartuję na dystansie 1/8 na Volvo Triathlon Series Mrągowo. Taki mały eksperyment na koniec sezonu – zupełnie bez spinki, głównie po to, żeby spróbować.

Do sprinterki mi daleko i podejrzewałam, że start na krótkim dystansie wcale lekki nie jest, ale już jakoś tak mam, że o wszystkim muszę przekonać się na własnej skórze. Trener za bardzo nie protestował, więc w niedzielę rano, zamiast korzystać już z uroków roztrenowania, po raz kolejny wstawiałam rower do strefy zmian.

Jadąc do Mrągowa, zupełnie nie wiedziałam czego się mogę po tym starcie spodziewać. Dystans niby krótszy, ale za to całość na wysokich obrotach.

Po raz pierwszy nie stresowałam się przed startem. Miałam to zrobić tylko i wyłącznie dla siebie i nawet się nie zastanawiałam nad czasem, w jakim mogę te zawody ukończyć. I tego założenia się trzymałam… dopóki nie wsiadłam na rower. Dostałam zielone światło, żeby rower pojechać mocno i ciężko mi było odpuścić taką okazję do tego, żeby sprawdzić czy dam sobie radę.

Trasa rowerowa w Mrągowie była dość trudna technicznie – kostka brukowa, sporo zakrętów i kilka newralgicznych miejsc, w których większość zawodników dość niespodziewanie hamowała. To wszystko sprawiało, że ciężko było ten rower „rozbujać” i przez prawie połowę trasy  wydawało mi się, że cały mój wysiłek spełza na niczym, bo rower jechać nie chce. Na szczęście udało się w końcu z rowerem dogadać i druga połowa trasy szła już bardziej po mojej myśli.

No ale coś za coś. Rower nie rozkręcił się niestety za darmo. Po nawrotce zaczęłam czuć lekkie kłucie w boku. Aaaaa… kolka? JUŻ? Po cichu liczyłam na to, że złapie mnie dopiero na biegu. Trudno, pomyślałam i… wyłączyłam głowę. Co ma być to będzie. Zjechałam do T2, szybko zmieniłam buty i wybiegłam na trasę. Plan był taki, że pobiegnę tyle, ile dam radę. Najwyżej zwolnię. Przecież to „tylko” 5km. Pierwsze 2km jakoś poszły. Rewelacyjny doping Gosi Szczęsnej po drodze dał mi lekkiego kopniaka w tyłek (dzięki, Gośka!). Ale potem zaczęły się schody. Włączyła się głowa. Zwolnij, przecież nie dasz rady. Jest dla ciebie za ciepło. Nie musisz się tak spinać, to miała być przecież zabawa… Na takich przemyśleniach minął mi kolejny kilometr. Czyli do mety już niedaleko. Znowu wyłączam głowę i biegnę dalej. O kolce już dawno zapomniałam. Byle do strefy zmian, stamtąd już blisko. Zostało trochę pary na ostatnie metry, więc zaciskam zęby i przyspieszam. Ufff! Zrobione. Koniec.

Sprawdzam wynik – 01:19:55. Pojęcia nie mam czy to przyzwoity czas czy raczej taki sobie, ale w tym dniu pozwala mi on stanąć na najniższym stopniu podium w kategorii K2 i jest czwartym czasem w ogólnej klasyfikacji kobiet na dystansie 1/8. Dziękuję obydwu Emiliom za dobre ściganie, bo od wyjścia z wody żadna z nas nie odpuściła i różnice na mecie były niewielkie.

Każdy start czegoś uczy i każdy jest cennym doświadczeniem. Ja już wiem, że w 1/8 IM nie ma miejsca na żadne błędy ani chwilę odpoczynku. I na pewno nie ma tu mowy o starcie „na luzie, dla zabawy”.

Czy zmierzę się jeszcze z tym dystansem? Na mecie zarzekałam się, że to nie dla mnie, ale kto wie… w końcu trochę szkoda by było, żeby przyczepiony do tablicy korkowej pakiet na start w przyszłorocznej edycji Volvo Triathlon Series się zmarnował.

Tekst: Alicja Buczkowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.