A miało być tak pięknie… w Malborku

11998623_10206359604886222_1339339747_n

Start w Malborku nie był dla mnie startem A, ani nawet startem B. Tak naprawdę to wcale nie był planowany. Po IronManie we Frankfurcie myślałam, że teraz pobawię się triathlonem i biegami ultra, (które kocham równie mocno) i ze sporym zapasem energii zakończę sezon. Ale niestety ktoś miał dla mnie inny scenariusz. Dokładnie na tydzień przed startem w IM 70.3 Gdynia miałam kraksę na rowerze i niestety uszkodziłam sobie mięśnie pleców. Skutkiem tego była rezygnacja ze startu na północy (bolało), ale niestety musiałam też zrezygnować ze startu na południu – Bieg Ultra Grania Tatr (bolało jeszcze bardziej). Plecy na szczęście ładnie się goiły a w mojej głowie powstawał iście szatański pomysł. A może by tak spożytkować tą moją energie i wystartować na pełnym w Malborku? Długo nie musiałam się zastanawiać i pod egidą Tri-Fun.pl Team zrobiłam tak jak pomyślałam.


Specjalnych przygotowań w sumie nie robiłam – jedynie jedno długie wyjeżdżenie, parę wybiegań i to wszystko. Do Malborka przyjechałam w sobotę, odbiór pakietów, pizza, odprawa, wstawienie rowerów do strefy i spać. Według prognozy pogody, niedziela miała być raczej chłodnym dniem, (co po 38st w cieniu we Frankfurcie bardzo mnie cieszyło), ale i niestety deszczowa i wietrzna (co cieszyło mnie mniej). Strefa zmian początkowo miała być na parkingu w pobliżu wałów, ale z powodu bardzo silnego wiatru została przeniesiona trochę dalej. A wiatr był naprawdę urywający głowę, także decyzja jak najbardziej trafna. Niestety budząc się o 3: 30 rano w niedziele, wiatr wcale nie chciał słabnąć a i niebo przykryte było ciężkimi stalowymi chmurami. Będzie fajnie – pomyślałam i zabrałam się do mojego standardowego triathlonowego śniadania, czyli bułka z masłem orzechowym i dżemem z czarnej porzeczki mojego Taty. 4:45 wyjazd, by o 5: 00 wejść do strefy zmian, aby przygotować rower do startu i powiesić worki z rzeczami na rower i bieg w odpowiednim miejscu. Na niebie cały czas nie było widać słońca, dlatego temperatura powietrze nie przekracza 10st. Ubieram piankę i można było udać się na brzeg rzeki Nogat gdzie mieliśmy zmierzyć się z czterema kółkami pływackimi. Przed wejściem do wody organizator zagrzewał nas do „walki” ścieżka dźwiękową z „Krzyżaków”.

11930908_1654891064722508_292043179715050860_o
5:50 wchodzę do wody (start spod mostu) i tu pierwsze zdziwienie. Woda czarna, nie widać nawet wyciągniętej ręki a co dopiero nóg przed tobą. No co zrobisz, nic nie zrobisz. Trzeba będzie liczyć tylko na siebie i płynąć samemu. Punkt 6:00 wystrzał i się zaczyna. Czekam na pralkę, a tu nic. Przepłynęło po mnie zaledwie paru Panów i to wszystko. Dopiero potem skojarzyłam, że może to dzięki temu, że startuje dziś tylko nieco ponad 200 osób.

11951407_549888671824859_6670789205256356350_n

Szybko łapię swoje tempo i płynę. Czekaja mnie cztery okrążenia po prostokącie, z czego jedna długość jest pod prąd i pod wiatr, natomiast kolejna długość na szczęście z prądem i wiatrem. Odcinek pod prąd daje się nieźle we znaki, bo z każdym okrążeniem wzmaga się wiatr, przez co robią się coraz większe fale. Musze coraz wyżej podnosić głowę, aby wziąć oddech i a tak czasami zamiast powietrza wiatr wpycha mi do gardła wodę. Parę razy próbuję łapać nogi, ale Panowie mają jakieś problemy z nawigacją, wiec do końca etapy pływackiego płynęłam sama. Z wody wyszłam po 1h 22 min. Szału nie ma, ale walkę o czas zarzuciłam już wcześniej, więc bardzo się tym nie zmartwiłam. Szybkie wyjście i bieg doT1. Specjalnie nie zdejmowałam pianki od razu, żeby, choć trochę się ogrzać. I to był bardzo dobry pomysł. Dobiegł do T1 nie był zbyt długi, ale niestety na większości odcinka nie było rozłożonego dywanu i wbijały mi się w stopy ostre kamyki (było to spowodowane zapewne zmianą strefy w ostatniej chwili). Natomiast bardzo dobrym pomysłem, była możliwość skorzystania z przebieralni i zostawienia swoich rzeczy w workach na wieszakach. Szybkie przebranie i już byłam na trasie rowerowej.

malbork_2015_09_06_castle_triathlon_malbork_ironman_2015_0939e_507

Czekało mnie 6 okrążeń, co w niektórych okolicznościach jest przekleństwem, natomiast ja sobie bardzo chwaliłam takie rozwiązanie. Pierwsze 10km jechałam jak nigdy. Na liczniku prędkość podchodziła pod 37km/h. Myślę sobie – „ok jest wiatr, ale chyba nie będzie tak źle”. I tak myślałam do momentu pierwszej agrafki. Nawrót o 180st i wtedy poczułam jak jest naprawdę. Szybka redukcja przerzutek, złożenie się jak najbardziej do pozycji aerodynamicznej a i tak prędkość nie chciała pokazać więcej niż 20-23km/h. Jednak Malbork tak łatwo mnie nie wypuści. Będzie walka. Na szczęście, co chwile zmieniał się kierunek jazdy i dlatego też wiatr inaczej działał na rower. Najtrudniejszy był bardzo długi fragment, który wracał do miasta. Porywy wiatru były tak silne, że ciężko było mi się utrzymać na lemondkę, nie mówiąc już o puszczeniu kierownicy, aby sięgnąć po żel czy bidon. I tu zbawieniem była dla mnie znajomość pętli, bo wiedziałam już gdzie i jak wieje wiatr, na co mam się szykować, gdzie trzeba przycisnąć a gdzie będzie można odpocząć, gdzie są zabudowania i będę osłonięta od wiatru i będzie można zjeść lub się napić. Dzięki temu, że na pętli były dwie agrafki mogłam „pilnować” innych zawodniczek. Przez pierwsze 3 kółka trzymałam stałą odległość do dwóch Pań, niestety zgubiona szybka od kasku spowodowała, że zgubiłam z nimi kontakt. Na szczęście na ostatnim kółku udało mi się znów nawiązać kontakt wzrokowy i z roweru zeszłam ze stratą ok 4min do drugiej zawodniczki. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że po rowerze jestem trzecia w generale kobiet. W namiocie T2 szybko zmieniłam buty, złapałam daszek i ruszyłam na trasę biegową. W T2 wyprzedziłam zawodniczkę, z którą cały czas ścigałam się na rowerze.

 

Trasa biegowa również miała 6 kółek i prowadziła ścieżkami parkowymi, potem wbiegała na teren Zamku Krzyżackiego, prowadziła terenem suchej fosy by przez kładkę nad Nogatem pobiec przez strefę finiszu na kolejne kółko. Trasa praktycznie płaska, z jednym małym, bardzo łagodnym podbiegiem, który nie wiem, jak ale z każdym kolejnym kółkiem się wypiętrzał. Pogoda też nie rozpieszczała. Słońce, deszcz, wiatr, deszcz, mocny deszcz, wiatr. Ale i tak biegło mi się zadziwiająco swobodnie. Miałam cały czas kontakt z pierwszą dziewczyną i widząc, że jej przewaga się nie powiększa, dawało mi to coraz więcej siły. Ale niestety tylko przez trzy pierwsze okrążenia. Na czwartym kółku zaczął padać, naprawdę mocny deszcz, zrobiło się zimno i zaczęłam tracić oddech. Zaczynał się atak astmy a ja nie maiłam przy sobie inhalatora. Na szczęście byłam blisko strefy zmian, gdzie poprosiłam koleżankę o odszukanie go w moim worku rowerowym. Straciłam tu parę minut i kiedy poczułam, że oddech zaczyna się poprawiać ruszyłam dalej. Kiedy wbiegając na ostatnie kółko mogłam zaaplikować sobie lek i jednocześnie usłyszałam, że jestem druga, ruszyłam jak z kopyta. Tempo na zegarku, w końcu znów pokazywało poniżej 6min na km a ja z wielkim uśmiechem mijałam kolejne metry, które zbliżały mnie do mety. Pokonując szóste okrążenia cały czas powtarzałam sobie – ostatni raz tu jestem, a tu też jestem ostatni raz. I w końcu po 12h 48 min i 58 sek. zameldowałam się na mecie. To był mój trzeci dystans IM, ale zdecydowanie Malbork wycisnął ze mnie najwięcej sił. Za metą ktoś okrył mnie folia NRC, ktoś założył medal na szyi. Byłam delikatnie nieprzytomna, nogi mi się trzęsły, ale uśmiech nie schodził mi z twarzy. Kazano mi się szybko ubrać i coś zjeść. Dobrze, że parking był przy samej strefie, szybko założyłam na siebie wszytko, co miałam do ubrania. Cieszyłam się ze nie muszę już biec a tym bardziej, że nie muszę już jechać na rowerze.
O tym, że ostatecznie zajęłam drugie miejsce wśród kobiet dowiedziałam się, kiedy kolega udostępnił tę informacja na mojej stronie Iron Pink Power na FB. Zaczęłam skakać do góry nie zważając na bolące nogi i stopy.

1508587_962221717154184_5435791266698268764_n
To było piękne zakończenie mojego czwartego sezonu triathlonowego. Liczyłam lepszy wynik, ale to drugie miejsce na podium zrekompensowało wszystko.

Po tym starcie mam parę przemyśleń, wniosków i pomysłów na kolejny sezon. Ale nie wykluczam powrotu na ścieżki Malborskie w przyszłym roku, bo impreza jest jak najbardziej godna polecenia, bardzo dobra organizacja, niesamowita atmosfera i cudowni kibice.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *