Alicja Medak i historia triathlonowa Ironman

Alicja_Medak_sportografia

Nie tak całkiem dawno mogliśmy śledzić zmagania Polaków na World Championship Ironman Kona. Wśród nich była Alicja Medak – wielokrotnie stająca na podium triathlonowych zawodów. Zadaliśmy kilka pytań, które ujawniają szczegóły zamiłowania Alicji Medak do triathlonu. Warto dowiedzieć się, jak od zera można wspiąć się bardzo wysoko w age-grupersach i czerpać pełnię szczęścia ze startów.

TF: Kiedy triathlon zagościł w Pani życiu?

Alicja Medak: Po raz pierwszy usłyszałam o triathlonie chyba w 2005 roku, kiedy mój mąż, Rafał, jednego dnia dnia po powrocie z pracy do domu i zakomunikował, że zgodził się, za namowa kolegi z pracy, na start w triathlonie. Moja reakcja była bardzo typowa jak dla mnie – będąc praktyczną kobietą zapytałam: co to jest i jak się dowiedziałam, że jedną z dyscyplin jest kolarstwo zapytałam – no tak, ale ty nawet nie masz roweru? Chyba miałam nadzieję, że to tylko zachcianka i że za kilka dni zapomni. Nie zapomniał 🙂

TF: Jak to się zaczęło? Czy jest z tym związana jakaś specjalna historia?

AM: Nasza przygoda z triathlonem zaczęła się tak naprawdę od wypadku. Rafał potknął się podczas wędrówki po skalach na Teneryfie i złamał kostkę. Wtedy trochę już biegał w lokalnym klubie. Lekarze ocenili, że nie będzie mógł biegać 6-9 miesięcy, więc zaczął chodzić na zajęcia “spinning” i pływania. Jak już mógł biegać, to kolega z pracy namówił go na start w triathlonie na pożyczonym rowerze.

Podczas pierwszego sezonu jego startów, jeździłam z nim na zawody i robiłam zdjęcia. Po kilku startach doszłam do wniosku, że robienie zdjęć i czekanie na niego na mecie, to trochę nudne i meczące. Pomyślałam, że lepiej startować, niż siedzieć i nic nie robić podczas jego startów. Problem był taki, że wcale nie umiałam pływać, wiec zapisałam się na lekcje pływania kraulem.

Następnej wiosny po raz pierwszy stanęłam na linii startu. Ale Rafał zaczął startować w poł Ironman’ach, więc znowu musiałam robić zdjęcia, bo był to dla mnie zbyt długi dystans. Ale po kilku miesiącach treningu ja też ukończyłam połówkę. Nawet wtedy nie sadziłam, że mogę skończyć Ironman’a.

W 2009 roku Rafał zapisał mnie bez mojej wiedzy na Ironman w Louisville! Pomyślałam: spróbuję. Miałam obawy, że nie skończę pływania. Byłam bardzo zaskoczona, kiedy ukończyłam w czasie tuż poniżej 11:30 i na prawdę podobało mi się, że jest to długi dystans. Zawsze lubiłam biegać, więc maraton był najprzyjemniejszy! I tak to się potoczyło: od sprintu do Ironman’a w ciągu 2 lat.

fot. z FB Alicja Medak

fot. z FB Alicja Medak

TF: Jak wyglądał pierwszy start?

AM: Mój pierwszy triathlon to był ‘Super sprint’ w Eton, kolo Londynu, w 2007 roku. Pływanie 400m, rower 20km i bieg 5km. Wtedy też po raz pierwszy pływałam w otwartym akwenie w piance. Byłam ostatnia z wody, o jakieś 2 czy 3 minuty. Rower i bieg były już trochę lepsze i skończyłam gdzieś w połowie stawki.

TF: Skąd chęć na Hawaje i jak wyglądało zdobycie slota?

AM: Prawdę mówiąc to ja na początku nie myślałam poważnie o Hawajach, tylko trenowałam dla przyjemności. Rafał natomiast ciągle wyliczał, ile mu brakuje do kwalifikacji, ile musi się poprawić, jakie zawody bardziej mu odpowiadają.

Pierwszy raz zaczęłam myśleć o slocie bardziej poważnie po Ironman’ie w Kanadzie, w 2010 roku. Skończyłam na 8 czy 9tym miejscu, ale wcale się nie spieszyłam w strefie zmian, spędzając tam łącznie ok 20 minut (!) Gdy porównałam mój czas z dziewczynami, które skończyły przede mną i odjęłam te dodatkowe 10 minut, to do slota zabrakłoby mi tylko 8 czy 9 minut. Po tym ‘odkryciu’ postanowiliśmy podejść do treningu poważniej. Zaczęliśmy trenować z trenerem, trenowaliśmy ciężko całą zimę i wiosnę, i po 9 miesiącach oboje zakwalifikowaliśmy się w Ironman UK, zajmując 3-cie miejsca w naszych grupach wiekowych. To było wspaniale przeżycie, nieoczekiwane, oboje na podium i oboje ze slotami na Hawaje. Nie do powtórzenia…

fot. z FB Alicja Medak

fot. z FB Alicja Medak

TF: Ile razy startowała Pani na Kona Island?

AM: Stosowalnym 5 razy i już zakwalifikowałam się po raz 6-ty na 2016, zajmując 2 gie miejsce w Ironman w Walii. Kwalifikacje zawsze były trudne. Obecnie są jeszcze trudniejsze, w związku ze zmniejszającą się ilością slotów w zawodach (do 40 w 2016 roku). Aby zakwalifikować się w mojej grupie wiekowej, trzeba skończyć na pierwszym lub najgorzej drugim miejscu – podium już nie wystarczy!

TF: Który start, według Pani, był najciekawszy, najlepszy?

AM: Każdy start na Hawajach jest inny i to jest piękne w tych zawodach. Zawsze jest to wielka niewiadoma – jakie będą fale, jak mocno będzie wiało na rowerze, jak zachowa się nasze ciało w takich warunkach. Kona jest nieprzewidywalna, a przekroczenie linii mety zawsze wiąże się z emocjami, to piękne podsumowanie sezonu.

Miałam tam dobre występy, jak w 2013 i słabsze, jak w ubiegłym roku, kiedy zaliczyłam upadek na rowerze. Wtedy przestałam przejmować się wynikami.

Najważniejsze jest to, że mogę robić to, co lubię, a trenowanie i starty w Ironman sprawiają mi wielką przyjemność, i jest to pewnego rodzaju odskocznia od pracy. Myślę, że najlepszy start mam jeszcze przed sobą.

fot. z FB Alicja Medak

fot. z FB Alicja Medak

TF: Jak było w tym roku, kiedy mogła Pani spotkać aż tylu Polaków na Hawajach w zawodach World Championships Ironman Kona?

AM: Ten rok był szczególny, bo wreszcie po kilku latach startów nie byłam jedyną kobietą [z Polski – red.], była tez Olga Kowalska. Poza tym wreszcie polska grupa zaprezentowała się świetnie na paradzie narodów, dzięki strojom ufundowanym przez Polską Federację Triathlonu (dzięki Tomkowi Kowalskiemu).

Możliwość spotkania się z innymi, dzielenia się doświadczeniami, a po starcie wymiana wrażeń – było pięknie!

TF: Jak przebiegały zawody Ironman Kona 2015?

AM: Ten rok, jeżeli chodzi o warunki pogodowe, był jednym z łatwiejszych. Było cieplej niż w przeszłości, ale dla mnie nie robiło to różnicy, bo ja nie mam problemów ze startami w upałach. Wiatr był umiarkowany, jak na Hawaje, a szkoda, bo przy silnych bocznych wiatrach dużo słabszych technicznie dziewczyn jedzie znacznie wolniej na rowerze. Ja z wiatrem potrafię sobie radzić.

Dla mnie główne zawody sezonu to był Ironman Walia, 4 tygodnie przed Kona i po zdobyciu slota na 2016 rok, startowałam na luzie i bez żadnych oczekiwań. Wiedziałam, że w 4 tygodnie nie będę w pełni zregenerowana i już po 60 kilometrach na rowerze moje nogi “zakomunikowały”, że mają dość ciężkiej pracy. 5 Ironman’ów w jednym sezonie, to przynajmniej jeden za dużo 🙂

fot. z FB Alicja Medak

fot. z FB Alicja Medak

Jeżeli chodzi o organizację, woluntariuszy i kibiców, to są to zdecydowanie najlepsze zawody na świecie. Wystarczy sobie wyobrazić, że około 2000 startujących jest wspomaganych przez ponad 5000 woluntariuszy z całego świata, do tego dodajcie tysiące kibiców na całej trasie i hawajska gościnność, piękne okoliczności przyrody i będziecie mieli obraz zawodów, które trudno jest opisać słowami. Poza tym wyspa Hawaii jest piękna sama w sobie, moje ulubione miejsce na urlop!

TF: O czym Pani myśli, kiedy pokonuje Pani taki długi dystans na zawodach?

AM: W trakcie zawodów koncentruje się na tym, co się w danym momencie dzieje na trasie, jak się czuje, czy jem i pije regularnie, jak zachowuje się moje ciało, czy pracuje z założoną intensywnością. Nie wiele jest czasu na oglądanie przyrody – chociaż podczas Ironman’a w Południowej Afryce podziwiałam zebry i żyrafy w parku krajobrazowym, przez który biegnie trasa.

Jak już skończę rower, to jestem w swoim żywiole, kocham biegać i nieźle mi to wychodzi. Z pływaniem jeszcze nie jest najlepiej. Rower, pomimo że mocny, to jednak troszeczkę odstaje od najlepszych to zazwyczaj koncentruje się na gonieniu innych. Mój najlepszy bieg do tej pory, to chyba Ironman Walia, w tym roku, gdzie miałam najszybszy czas maratonu ze wszystkich amatorek we wszystkich grupach wiekowych. Podczas tego biegu tylko myślałam o tym, czy biegnę odpowiednim tempem, czy mogę przyspieszyć, pełna koncentracja. Taki jest mój styl: koncentracja i odłączenie się od tego, co dzieje się wokół mnie. Każdy radzi sobie po swojemu w takich sytuacjach, jednak większość ludzi motywuje się, kiedy jest wielu kibiców na trasie. Dla mnie to nie ma znaczenia, ja po prostu biegnę, robię to, co uwielbiam i to jest najważniejsze!

TF: Mąż nie jest zazdrosny o starty i Pani o osiągnięcia?

AM: Mąż też ma dobre wyniki, ale trudniej w jego “field” być na podium. Poza tym to dobry człowiek i zawsze mnie wspiera i jest dumny. Nawzajem sobie pomagamy 🙂

fot. z FB Alicja Medak

fot. z FB Alicja Medak

TF: Pani Alicjo, jak wyglądają Pani treningi, szczególnie gdy przygotowuje się Pani do startu A?

AM: Treningi do rożnych startów niewiele się różnią od siebie. Jest to ciężka i czasami monotonna praca, trening jest podzielony na fazy i w ostatniej fazie, na kilka tygodni przed startem, dodajemy dłuższe biegi i kilkugodzinne treningi rowerowe. Trening pływania przez większość sezonu wygląda podobnie: 3-5 treningów tygodniowo. Specyficzny trening do Ironman’a A, to około 20 godzin tygodniowo przez ok 6 tygodni przed startem. Do Ironman’a można się też dobrze przygotować trenując ok 10-12 godzin tygodniowo – to wystarczy żeby skończyć z niezłym wynikiem, ale żeby walczyć o sloty, to trzeba zainwestować trochę więcej czasu i motywacji.

TF: Jak na co dzień wygląda Pani dieta?

AM: Nie koncentruję się na specjalnej diecie, ale na zdrowym jedzeniu. Moje odżywianie opiera się na zasadach Paelo – więcej białka i tłuszczów, a mniej węglowodanów. Wbrew powszechnie krążącym opiomaniom, to tłuszcz nie jest zły, a jest wręcz konieczny do regeneracji organizmu, szczególnie ten ‘zdrowy’ jak oliwa z oliwek, naturalny tłuszcz z ryb, czy znajdujący się w migdałach, czy orzechach włoskich. Unikam cukru, a słodycze jem tylko w trakcie treningu jako energia, chociaż gorzką czekoladą zawsze można się delektować, tyle ze z umiarem.

TF: A jaka jest Pani dieta przed startem i w dniu startu oraz po zawodach?

AM: Praktycznie bez zmian, nie stosuję żadnego ‘carbo loading’.  Normalnie nie jem makaronów, wiec dlaczego miałabym coś zmieniać przed startem? Nie chodzę na “pasta party”, chociaż dzień przed zawodami często jem lody. Śniadania lekkie, zawsze dużo kawy!

JTF: Jakie są Pani plany na kolejny sezon?

AM: Kolejny sezon zaczynamy od startu w Ironman’nie w Południowej Afryce – Port Elizabeth żyje Ironman’em, atmosfera jest super, trasa malownicza i trudna (chociaż ostatnio poinformowano o jej zmianie). W ubiegłych latach niezliczone podjazdy i silne wiatry powodowały, że każdy musiał napracować się na rowerze, a po takiej trasie rowerowej niewielu zawodników jest w stanie dobrze biec, więc ta trasa całkiem dobrze mi odpowiadała.

Następnie będzie start w 70.3 IM Majorka – bardzo lubimy tam startować, świetnie zorganizowane zawody i możliwość startu w ciepłym miejscu, kiedy w Europie jest jeszcze chłodno. Potem zobaczymy, na pewno jeszcze jakiś Ironman i kilka 70.3 przed kolejną wyprawą na Hawaje.

TF: Bardzo dziękuję za wywiad. Życzę powodzenia w kolejnych startach i wielu sukcesów.

Alicja Medak: Pozdrawiam i dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.