Bieszczadzkie ściganie

zaporowy_logo

Jak wszyscy wiemy Bieszczady co roku ściągają tysiące turystów chcących nasycić swoje oczy pięknymi widokami i na własnej skórze doświadczyć legendarnej dzikości przyrody. To właśnie Bieszczady dla wielu są azylem ciszy i spokoju, gdzie można doskonale wypocząć i zregenerować siły po ciężkich miesiącach pracy zawodowej. Można to robić zarówno w sposób bierny, jak i aktywny. Dla wszystkich, którzy preferują tą drugą formę odpoczynku lub uwielbiają dużą dawkę adrenaliny wydzielanej podczas rywalizacji sportowej, Bieszczady będą doskonałym miejscem, aby spędzić trochę czasu. Wszystko to, dzięki ZAPOROWEMU MARATONOWI.

W dniach 20-21 września redakcja TRI-fun.pl miała okazję współuczestniczyć w wielkim święcie sportowym , które odbyło się w tym czasie w Bieszczadach. W artykule postaramy się w kilku słowach przedstawić podsumowanie wspomnianej imprezy, która powinna na stałe zagościć w planach startowych wielu triathlonistów oraz biegaczy.

Zaporowy Triathlon to dwudniowa impreza, podczas której rywalizowali triathloniści, biegacze górscy oraz amatorzy nornic walking. Pierwsza edycja zgromadziła na starcie blisko 350 zawodników z całego kraju. Każdego dnia dominowała inna dyscyplina.

SONY DSCW sobotę królował triathlon, który rozgrywany był na 3 dystansach: 1/2IM, 1/4IM i 1/8IM. Start oraz strefa zmian zlokalizowane były na Zaporze Wodnej w Myczkowcach, która to na czas zawodów została udostępniona przez jednego z głównych partnerów imprezy – PGE ZEW w Solinie. Jak ekstremalne to były zawody wielu doświadczyło już w trakcie wchodzenia do wody. Świadczyć o tym mogły reakcje podczas próby zanurzenia się w wodzie, której temperatura wynosiła około 12 stopni Celcjusza. Punktualnie o 9 rano starter, a zarazem pomysłodawca imprezy Tomasz Mazurkiewicz dał sygnał do startu historycznych, bo pierwszych w tym regionie zawodów triathlonowych. Zawodnicy, w zależności od dystansu mieli do pokonania odpowiednio 1,9km, 0,95km, 0,47km.

SONY DSCPo pływaniu przyszedł czas na rower. Trasa początkowo prowadziła wzdłuż Zalewu Myczkowskiego w kierunku Bóbrki, następnie zawodnicy kierowani byli w kierunku największej w Polsce zapory wodnej usytuowanej w Solinie. Niezwykle ciekawym elementem trasy była możliwość przejazdu zarówno u podnóża zapory, jak i w dalszej części trasy po samej zaporze. Zaraz po tych atrakcjach dla każdego startującego czekał przysłowiowy gwóźdź programu etapu rowerowego – podjazd pod JAWOR. W reporterskim skrócie to: 3,5km pod górę, różnica wzniesień blisko 250m i dochodzące momentami 15% nachylenia. Dla jednych bolesna przyjemność, dla innych koszmarna katorga. Na szczęście później przychodził cza na „nagrodę” w postaci zjazdu w dół, kiedy to można było pobijać rekordy prędkości. Dalsza część trasy już lekko w dół w kierunku strefy zmian. W zależności od dystansu zawodnicy pokonywali tę samą trasę czterokrotnie, dwukrotnie lub jeden raz.

SONY DSCNastępnie przyszedł czas na bieganie. Najkrótszy dystans miał do pokonania dystans 5,2km. Trasa prowadziła przez górę Koziniec w kierunku Orelca i Zagrody Magija, gdzie znajdowała się upragniona meta. Dłuższe dystanse miały do pokonania wcześniej 3 lub 2 pętle prowadzące w okolicach zamkniętego kamieniołomu w Bóbrce z widokami rozpościerającymi się na Zalew Myczkowski, by finalnie pokonać końcową część trasy identycznie jak zawodnicy z 1/8IM.

Organizatorzy zawodów zadbali o to, aby każda część rywalizacji była naprawdę ciekawa, czasem trudna, a momentami nawet ekstremalnie wymagająca. Dzięki temu każdy ze startujących mógł doświadczyć czegoś innego, poznać swoje możliwości w warunkach rzadko występujących na trasach rodzimych zawodów triathlonowych.

Drugi dzień Zaporowego Maratonu to święto biegowe. Do wyboru były 2 trasy biegowe, których start i meta usytuowane były w Orelcu w okolicach Zagrody Magija. Pierwszą z nich był PÓŁMARATON. Jego dystans był odrobinę dłuższy niż zazwyczaj się przyjęło i wynosił nieco ponad 22km przy ponad 800m pozytywnego przewyższenia.SONY DSC Trasa prowadziła po urokliwych bieszczadzkich lasach i łąkach, z których momentami rozpościerał się zapierający dech w piersiach widok na inne rejony Bieszczadów. Drugą z tras był MARATON, którego dystans wynosił około 60km, podczas których było do pokonania 2300m pozytywnego przewyższenia. Z relacji zawodników wywnioskować można było, że na trasach zarówno jednego, jak i drugiego z biegów można było się naprawdę wykazać i mocno zmęczyć. Z pewnością pogoda nie ułatwiała zadania, ale z tym ciężko było cokolwiek zrobić.

Niedziela to również start nordic walking. Do wyboru były 3 dystanse: 22km, 10km i 5km. Trasa każdego z nich zróżnicowana poprowadzona częściowo tymi samymi ścieżkami co trasy biegowe, dzięki czemu zawodnicy mogli delektować się pięknem bieszczadzkich krajobrazów.

SONY DSCOrganizatorzy nie zapomnieli o najmłodszych. Dla nich zorganizowano Bieg Skrzata po Sadzonkę. Rywalizacja odbywała się na 3 dystansach w zależności od kategorii wiekowej. Każdy z uczestników na mecie otrzymywał sadzonkę drzew leśnych wyprodukowaną przez szkółkę leśną w Orelcu. Taka nagroda będzie wspomnieniem na długie lata.

Aby uzupełnić informację dotyczącą rywalizacji nie można, nie wspomnieć o tym, że każdy kto przekroczył linię mety otrzymał ręcznie robiony okazały medal z brązu, który na tle innych z pewnością będzie się wyróżniał nie tylko wagą, ale przede wszystkim wyglądem.

Podsumowując, imprezę należy uznać za niezwykle udaną. Ciężko uwierzyć w fakt, że od pomysłu do realizacji organizatorzy mieli tylko 3 miesiące. Za ten wyczyn należą się wielkie brawa. Oczywiście nie obyło się bez drobnych wpadek, ale kto ich nie robi.
Musimy też wspomnieć o jednej istotnej rzeczy, która świadczy o tym, że twórcy „Zaporowego” są w stanie zrobić wiele, aby zadowolić nawet najbardziej wybrednych startujących. W sobotę, specjalnie o 5 rano, zorganizowano start do Maratonu dla jednego uczestnika, który ze względów osobistych nie mógł wziąć udziału w biegu odbywającym się w niedziele. Tylko dla niego uruchomiono aparaturę pomiarową oraz uruchomiono punkty kontrolne, odżywiania oraz nawadniania. Takiej elastyczności i wyjścia „do uczestników” zazwyczaj się nie spotyka.

SONY DSCOsobne podziękowania i słowa uznania należą się WOLONTARIUSZOM, którzy ofiarnie starali się każdemu pomóc. Jedni wchodzili we własnym ubraniu, aby umożliwić wychodzenie z wody startującym w triathlonie. Inni mokli na deszczu tylko po to, aby zapewnić startującym wszystko czego potrzeba było do rywalizacji. W imieniu zawodników WIELKIE DZIĘKI.

Dodajmy, że podczas Zaporowego Weekendu, było sporo innych atrakcji w postaci degustacji regionalnych smaków, gry i zabawy dla dzieci zorganizowane przez Nadleśnictwo, koncerty zespołów muzycznych Angela Gaber, Topinambur.

 

Reasumując, debiut Zaporowego Maratonu należy uznać za udany. Pełne zaangażowanie oraz profesjonalizm organizacyjny pozwala wierzyć, że impreza z roku na rok będzie coraz popularniejsza i będzie gromadziła liczną rzeszę zawodników i zawodniczek. Jedni będą chcieli udanie zakończyć sezon triathlonowy, inni rozpoczną jesień na biegowo w malowniczej scenerii. Jedni i drudzy na pewno nie będą żałowali przyjazdu w Bieszczady.

Galerie:

Zaporowy Triathlon

Zaporowy Półmaraton

Strona imprezy

Wyniki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *