Dlaczego wszyscy wyglądają jak ufo – mój pierwszy triathlon

fot. autor

Czasem otrzymujemy od Was relacje z imprez, w których braliście udział. Redakcji TF bardzo się to podoba. Tym razem wspomnienie debiutu Agnieszki z 1/8IM Volvo Triathlon Series Nieporęt.

 

15 min przed startem …

To czas kiedy możesz wejść do wody i się rozpływać… ciekawe tylko jak, bo wszyscy leżą w wodzie. Leżą jakby byli na Hawajach (bynajmniej nie na Kona).

Sygnał do przygotowania się i na linii startu widzisz 300 osób w obcisłych za małych piankach (bo takie są najlepsze), białych czepkach i ogromnych „goglach” (przynajmniej część), co sprawia, że wyglądają jak UFO.

…ale od początku czyli dzień przed startem.

Ostatnie ustalenia z trenerką:

– Jak samopoczucie przed startem – zapytała.

Ja odruchowo spojrzałam za siebie, myśląc że do kogoś innego mówi.

– Koła napompowane? – pyta dalej.

– Tak, wczoraj na maksa były pompowane, twarde jak kamień (na pewno tyłek będzie mnie boleć pomyślałam).

– Nie, za słabo, musisz dopompować – powiedziała.

Byłam pewna, że wszystko mam przygotowane na 200% procent. Czas do domu się wyspać, to dobry pomysł jak ktoś umie zasnąć w stresie. Ja przez większość nocy myślałam o tym, jak się nie stresować i że jutro, to jest taki generalny trening, a nie zawody (postanowiłam zmylić głowę). Każda metoda dobra, jeśli jest skuteczna.

W strefie zmian trzeba być dużo wcześniej i trochę poukładać swoje ciuszki. Niewyspana staram się przypomnieć, co i w jakiej kolejności chcę zakładać, bo to podstawa. Może się na przykład okazać, że będę koszulkę przez kask przeciskać…

Patrzę w bok, a tam kolega bardziej zaawansowany, więc może warto się zainspirować. Kładę kask na rower, okularki już włożone w kask, pas startowy na kierownicy itd. Wiedziałam, że buty mogę mieć zasznurowane i posypane talkiem, aby tylko wsunąć stopkę bez skarpetek i jest full profeska, ale patentów kolegi jeszcze nie znałam. Zawsze człowiek się czegoś uczy. Jeszcze przypinam Garmina do roweru, na co kolega:

– Po co ci zegarek? – pyta.

– Żebym bieg zaczęła trochę wolniej, bo mogę nie dać rady – odpowiadam.

– Eee, taki dystans to w trupa się leci… – odpowiedział.

Mogę być trup na pływaniu (bo się utopię, za mało trenowałam, na rowerze na zakręcie nie wyczuję prędkości i na bieganiu, bo mogę za szybko zacząć i nie mieć czym oddychać) – sobie pomyślałam.

– Widzę, że kolega pije coś specjalnego, witaminki? – A w butelce ma zblendowaną żabę.

– Nie, to glony – odpowiada nowy znajomy.

– No tak – odpowiedziałam wzdychając, bo miałam tylko 2 żele na rower i wodę.

zaba_Nieporet_Aga

fot. autor

Do startu 3 min…

Wszyscy przechodzą przez matę (aby zresetować chipy na nogach) i ustawiają się na plaży. Rozglądam się, gdzie by tu stanąć, pewnie tak jak pisali w książce dla początkujących, czyli po zewnętrznej i z tyłu.

Start…

Wchodzę pomału do wody i idę 10 m, 20 m i nadal idę. Ci z przodu się nie spieszą. Może to jednak nie zawody? Postanowiłam zacząć biec i tak kolejne 30 m. Biegu w wodze nie ćwiczyłam, a jak się okazuje przydatne. Po jakiś 60 m zaczęłam płynąć. Nawet się ucieszyłam, bo już 60 m miałam za sobą. Ścisk jest straszny na pływaniu, choć miałam kupę szczęścia, że nikt mnie nie pokopał. Pod koniec, płynęłam żabką. A co! Tak mi się lepiej oddycha i mam gwarancję, że na ludzi nie wpłynę. Nagle jakieś UFO płynie w bok, zamiast do mety. Tak.. ten to na pewno nie poćwiczył nawigacji, a płynąć prosto to rzecz względna. Może jednak powinnam zwolnić, bo ledwo oddycham. Jakoś siły muszę rozłożyć, bo na rower nie starczy. A dobra, będę się martwić na rowerze. Zaraz koniec, jeszcze tylko 200 m (z czego 60 m wybieg z wody 🙂 Z niemałą zadyszką biegnę do strefy zmian. Tu poszło gładko.

Rower

Jazda na rowerze to tak naprawdę zabawa, kto kogo ile razy wyprzedzi. Z paroma osobami była to dłuższa zabawa, wyprzedzanie po parę razy. Jednego człowieka mijam po raz trzeci i mówię do niego:

– Jak ciężko cię wyprzedzić.

Po paru sekundach dokładnie ten sam człowiek mija mnie po raz kolejny i mówi z uśmiechem na ustach:

– To bawimy się dalej.

Po 7 km czuję, że mam mniej siły. Pierwsi zawodnicy jadą już w przeciwną stronę, co nie motywuje zbytnio. Skupiam się na oddechu i wysokiej kadencji. Oddech i wysoka kadencja, wiem, że tylko to mnie uratuje. I tak do końca już z przerwą na żela i picie wody. Jest dobrze. Czuję, że pojechałam lepiej niż na treningach. Schodzę z roweru i nie wiem jak się chodzi, a tu trzeba dobiec do strefy zmian.

Tu miało pójść gładko, bo butów nie musiałam zmieniać, tylko położyć rower i biec. Tak, tylko jak mam go wstawić jak inne mi tu już wiszą. Z braku koordynacji zahaczyłam kołem o koszyk na ziemi i zwaliłam inny rower. Uśmiecham się do kolegi z boku… Poskutkowało i mi pomógł, no i pewnie stracił na tym z 5 sekund przeze mnie.

Bieg

Bieg był najzabawniejszy i najtrudniejszy, moje płuca nie mogły mnie dogonić od 2 km po starcie. Pierwsze 1,5 km biegłam ładnie tak jak sobie obiecałam, wolniej. Oj, jak się opłaciło, bo przyspieszyłam i wyprzedziłam 50 osób. Każdą mijaną osobę (głównie byli to faceci), starałam się dopingować:

– Dajesz radę. Biegnij, bo na mecie będziesz żałował, że nie biegłeś szybciej – krzyczałam.

Zawsze meta jest dalej niż by człowiek chciał. Jeszcze tylko 1 km, cholera długi ten kilometr. Widzę zegar z czasem, robię UFO bo takiego czasu na pierwsze zawody się nie spodziewałam 1:27:34. Wbiegłam na metę z takim impetem, że pani z medalem musiała mnie dogonić, bo jej nie zauważyłam i minęłam.

fot. autor

fot. autor

Czy udział w pierwszych zawodach jest męczący?

Nie. Zawody to już adrenalina, szczęście i zabawa oraz walka ze swoimi słabościami, a nie z innymi zawodnikami. Najtrudniejsze jest jednak dostosowanie całego swojego życia pod treningi, regenerację, odpowiednie żywienie, to jest coś czym żyjesz przez 24 godziny na dobę przez co najmniej 6-10 miesięcy przed startem. A później już ci tak zostaje 🙂

Od czego zacząć?

Jeśli chcesz wystartować po raz pierwszy w triathlonie, to pewnie myślisz, że od pływania, bo na rowerze jak byłeś młody, to się jeździło, a biegać to też jakoś dasz radę, bo przecież wszyscy teraz biegają. Ja proponuję żeby zacząć od zapisania się na zawody, rozgłoszeniu wieści wszystkim znajomym (wycofać się będzie głupio). Później znaleźć odpowiednie osoby, które będą z tobą trenować. Szybko się dowiesz, że nie umiesz pływać, jeździć na rowerze i biegać. I że nie jest źle, bo wystarczy tylko poprawić pływanie, rower i bieganie + mięśnie zbudować, tak z 10-12h tygodniowo wystarczy.

Jeśli ci się to uda, to zwycięzcom jesteś już na starcie. Im bardziej będziesz przygotowany, tym mniej będziesz robił duże oczy (przeze mnie nazwane UFO).

Już minęło parę dni, a ja ciągle patrzę na swój medal i robię UFO, że mi się udało. To co dalej. Może 1/4 patrzę na dystans i już czuję jak oczy mi się powiększają …

 

Tekst: Agnieszka Bartosiewicz

2 Responses to Dlaczego wszyscy wyglądają jak ufo – mój pierwszy triathlon

  1. Brawo! W końcu od czegoś trzeba zacząć 🙂
    Ja mój pierwszy triathlon robiłam na dystansie 1/4 IM, na 1,5 miesiąca przed skręciłam kostkę, że chodziłam o kulach, ale ukończyłam. Dla chcącego, nic trudnego 🙂
    Trenuję sama, ale i w triathlonie walczy się samemu ze sobą.

    Jedno nas na pewno łączy… Pasja. I to, że lubimy się męczyć 😉

  2. fan pisze:

    Super wynik. Gratuluję. Kiedy następny start ? 🙂
    Ps. Ja za rok może też się skuszę na triatlon, mam tylko pytanie: po co żele na taki krótki dystans ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *