Gotowy do biegu – recenzja

Gotowy-do-biegu-galaktyka

Kiedy pierwszy raz zobaczyłem zdjęcie Kellyego Starretta, autora książki „Gotowy do biegu”, którą przyszło mi recenzować, byłem raczej zniechęcony.

Duży facet, bez szczególnej muskulatury, z pucułowatą twarzą, a nawet brzuszkiem. Spodziewałem się więcej po kimś, kto promuje zdrowy styl życia, sprawność fizyczną i ćwiczenia wzmacniające siłę oraz mobilność ciała. Nie chodzi jednak o konkurs top model, ale o wiedzę na temat fizycznego przygotowania do biegania bez kontuzji, na miarę własnych możliwości. I z tym zadaniem Starrett, moim zdaniem, radzi sobie bardzo dobrze.

Biegaczu, wylecz się sam!

Autor od początku przekonuje, że nie sprzedaje cudownego środka, którego jednorazowe użycie rozwiąże wszystkie nasze problemy raz na zawsze. Jego recepta wymaga skupionej pracy, otwartości, chęci uczenia się, samoświadomości i sporej dawki samozaparcia. Dlatego tez jest to zadanie dla najbardziej ambitnych, którzy sami są sobie trenerem i fizjoterapeutą zarazem. Dla tych, którzy są zdolni do autodiagnozy i chcą się ciągle rozwijać.

Na czym zatem polega filozofia autora? Można ją streścić w kilku punktach. Nawadniaj się. Zawsze rozgrzewaj i schładzaj. Pracuj nad techniką. Zamiast rozciągania, zadbaj o ruchomość stawów. Używaj kompresji. Ugniataj mięśnie i masuj się piłeczkami lub przyrządami własnej produkcji. Unikaj siedzenia jak ognia.

Porady te nie są jakieś oryginalne i większość je zna, choć z różnych powodów lekceważy. I tu kryje się przewaga książki Starretta “Gotowy…”nad innymi pozycjami tego typu, gdyż autor potrafi zmotywować do działania i zmiany. Być może bierze się to z bezpretensjonalnego języka, odwołania do własnych doświadczeń, czy też po prostu faktów przytaczanych w książce.

Nie ma wolnych dni!

Starrett uzmysławia nam jakie koszty ponosimy prowadząc siedzący tryb życia. Wystarczy poobserwować ludzi stojących przy kasie w markecie. Zwróćcie uwagę jak każdy z nich układa stopy. Ilu robi to neutralnie, czyli symetrycznie, a ilu na zewnątrz (tzw. kaczy chód), ilu z kolei opiera się na jednej z kończyn, co sugeruje dysfunkcje i asymetrie w pasie biodrowym (tak jak u mnie 🙂 ). To upośledzenie nie pozostaje bez wpływu na uprawianie sportu, a w szczególności biegania, gdzie przy kadencji 170-180 na minute i założeniu przenoszenia 3-4-krotnego ciężaru własnego ciała przy każdym kroku, dochodzi naprawdę do olbrzymich przeciążeń. Utrwalenie złego wzorca ruchowego, wcześniej czy później doprowadzi do kontuzji. Tylko neutralne ułożenie stóp daje gwarancje poprawnej pracy układu ruchu. Jeśli chcesz sobie w tym pomoc, poza zalecanymi przez autora ćwiczeniami, wyrzuć ze swojej szafy japonki i klapki, które upośledzają stopy.

Stopy_gotowy_do_biegu

fot. z książki Gotowy do biegu wyd. Galaktyka

Odpowiednie ułożenie stóp, to dobra okazja, by podkreślić jak ważne jest by dbać o postawę nie tylko podczas treningu, ale na co dzień. Żeby przełamać złe wzorce i nawyki, jak pisze Starrett, nie możemy sobie wziąć „wolnych dni” i dać sobie na luz, wracając do kompensacyjnej postawy. Musimy stać się świadomi tego jak się poruszamy i układamy nasze ciało każdego dnia.

Powrót do natury

W sprawie butów Starrett reprezentuje nurt biegania naturalnego i zachęca do korzystania z obuwia minimalistycznego. Uważa, że „bieganie z pięty jest jak jazda samochodem z popsutymi hamulcami”. Powtarza przy tym znane argumenty, o tym, że na boso nikt nie jest w stanie przebiec dłuższego odcinka lądując na pięcie. O tym, że nasze stopy i łydki posiadają naturalną amortyzację, dzięki czemu możemy lądować bezurazowo na śródstopiu czy fakt, że przy lądowaniu na pięcie nasze stawy (biodrowy i kolanowy) są zablokowane. To ostatnie przemawia do mojej wyobraźni najbardziej, gdyż faktycznie, w takim wypadku, to stawy przejmują siłę uderzenia o podłoże, a jak wiadomo, nie są do tego przystosowane. Nie jestem jednak pewien, czy to przekona sceptyków, gdyż podejście do tego tematu bywa dość sztywne i ortodoksyjne, po obu stronach zresztą. Dla autora tak naprawdę nie buty się liczą tylko odpowiednia technika, choć co warto podkreślić, to właśnie obuwie minimalistyczne, jego zdaniem, ułatwia jej poprawne zastosowanie.

fot. z książki Gotowy do biegu wyd. Galaktyka

fot. z książki Gotowy do biegu wyd. Galaktyka

Mobilność zamiast rozciągania

Technika jest ważna nie tylko podczas biegania, ale także ćwiczeń poprawiających sprawność, które są kwintesencją książki. Mamy tu przysiady, podskoki, ćwiczenia aktywujące biodra, pośladki, kręgosłup czy staw skokowy. Od ich poprawnego wykonania, a nie ilości, zależy efekt końcowy. Dominują ćwiczenia poprawiające mobilność i elastyczność. Czym różnią się one od tradycyjnego rozciągania? Starrett wyjaśnia to na przykładzie rozciągania mięśnia czworogłowego uda. Można to robić w pozycji popularnego „strusia”, łapiąc jedną nogę za stopę i przyciągając ją do pośladka. Widok bardzo popularny na trasach biegowych. Zdecydowanie czym innym jest jednak, rozciąganie, które autor nazywa kanapowym. Polega ono na klęknięciu na kolenie, oparciu jednej nogi o ścianę i wyprostowaniu tułowia. Ból jaki poczujemy, kiedy będziemy robić to ćwiczenie po raz pierwszy, pozostaje w pamięci na kilka dni. Robiąc je jednak systematycznie, rozciągniemy nie tylko „czwórki”, ale też otworzymy biodra, co jest dla biegaczy równie ważne.

fot. z książki Gotowy do biegu wyd. Galaktyka

fot. z książki Gotowy do biegu wyd. Galaktyka

Do każdego ćwiczenia jest dołączany test, badający naszą sprawność, ruchomość i elastyczność. Jeśli tak jak ja, oblewasz większość tych sprawdzianów, to znaczy, że masz nad czym pracować i jest to książka z pewnością dla ciebie.

Podsumowując, jeśli masz bogatą w kontuzje przeszłość biegową lub chcesz poprawić swoją mobilność to naprawdę warto rozważyć kupno książki „Gotowy do biegu”, bo nie ma lepszej inwestycji niż inwestycja w zdrowie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *