I Bieg o Puchar Starosty Mławskiego według Przemka

Przemek_Mława

Organizacyjnie na piątkę. Po dojechaniu na miejsce zostaliśmy pokierowani na parking. W biurze zawodów nie było kolejek, w ogóle nie było kolejek, ani do WC, ani do cateringu na mecie itd. Wszystko bardzo sprawnie szło. Organizacja na wysokim poziomie. Trasa oznaczona była dobrze, choć nie obyło się bez incydentów i niestety dotknęło to mnie i jeszcze dwóch innych biegaczy, ale o tym później.

Tu dodam tylko, że nie była to wina organizatorów a po prostu nieodpowiedniego człowieka w nieodpowiednim miejscu. Generalnie mogę z całą pewnością polecić ten bieg. Szczególnie osobom lubiącym bieganie po asfalcie, bo praktycznie cała trasa to równy asfalt. Trudnością okazały się łagodne, ale dość długie podbiegi.

Trasa składała się z dwóch pętli. Kawałek biegliśmy na obrzeżach miasta, a część trasy prowadziła lasem, który dawał wytchnienie od grzejącego słońca. Bieg miał raczej charakter kameralny, a mimo to trasa posiadała atest, co dla mnie jest idealnym połączeniem. Szczególnie, że nastawiałem się na życiówkę. Dekoracja i losowanie nagród przebiegło nadzwyczaj sprawnie. Dobrym pomysłem było nie czekanie na dobiegniecie wszystkich z dekoracją zwycięzców. Ogólnie widać było ,że organizatorzy wiedzą co robią, co nie było takie oczywiste, bo przecież to pierwsza edycja tego biegu. Przy okazji chciałbym pozdrowić Tomasza Szczepańskiego – gratuluję imprezy.

Do Mławy jechaliśmy jednym samochodem z całą reprezentacją Ostródy. Nastroje świetne samopoczucie… różnie. Łukasz w Trakcie choroby, ja tuż po, ale generalnie czułem się dobrze, poza poranną dawką kaszlu. Trochę martwiła mnie pogoda, bo mimo daty w kalendarzu zapowiadał się bardzo słoneczny i ciepły dzień, a do robienia życiówki nie jest to najlepsza prognoza.

Dojechaliśmy lekko klucząc, ale ogólnie bez problemów. Na miejscu jak wspominałem wszystko było jasne i proste. Pogadaliśmy trochę, zrobiliśmy porządną rozgrzewkę i wystartowaliśmy.

Plan był prosty biec z tempem 4:05-4:08 i łapać zapas na wszelki wypadek do zakładanego wyniku, czyli 1:28:00. Dla mnie ważne było też to, żeby do samego końca dotrzymać kroku Marcinowi i żeby w końcu udało się z nim zawalczyć i trochę zrehabilitować za półmaraton w Ostródzie, gdzie dostałem lanie. Ostatnie tygodnie trenowaliśmy dokładnie tak samo, nawet tętno mieliśmy identyczne podczas treningów, to był ciekawy pojedynek.

Po starcie bolały mnie łydki i to dość mocno, ale mentalnie byłem naprawdę dobrze przygotowany i dałbym radę znieść to do samego końca. Ból jednak po jakiś 3-4 km minął całkiem, a po 5 km biegłem już bardzo lekko i bez żadnego problemu. Po 10 km czułem się jakbym dopiero zaczął biec. Wiedziałem że walka rozegra się później.

Biegliśmy z Marcinem równiutko cały czas. Na drugiej pętli na kawałku pod górę wpadły nam dwa wolniejsze km, zacząłem się czuć gorzej to był 14. Słońce dawało się we znaki. Zamiast zwolnić, zrobiłem coś zupełnie innego i przyspieszyłem. Kryzys zniknął zanim się na dobre pojawił i dalej lecieliśmy razem, ale zaczęło się robić trudniej. Tempo po 14 km utrzymywało się cały czas zgodnie z planem w odpowiednim przedziale, te dwa kilometry zaprzepaściły zbliżenie się do 1:27:00, ale nadal nie było problemu z 1:28:00 lecieliśmy jak maszyny. Koło 18 km wiedziałem już, że nic nie odbierze mi wyniku, więc zacząłem myśleć o rywalizacji. Widziałem, że Marcin jest zmęczony, ale nie bardziej niż ja. Na pewno nie dałbym rady zrobić 3 km finiszu, więc zaryzykowałem zostawiając ściganie się na ostatnie metry. Skupiałem się na tym żeby mi nie uciekł za wcześnie. Do mety zostało już dosłownie 1 km. Tempo średnie pokazywało 4:09 Był zapas zacząłem kilometrowy finisz. Tętno już od 16 km było wysokie bo koło 180, nie było lekko. Liczyłem że urwę na ostatnim kilometrze jeszcze z 1o sekund. Co mogło pójść źle… W tym momencie okazało się, że w sporcie bywa naprawdę różnie.

Przemek_Mława2

Do mety zostało kilkaset metrów, zapas do życiówki był spory. Marcin lekko za mną leciałem na oparach, ale zasuwałem ostro. Wiedziałem, że dam radę dociągnąć to tempo do samej mety. Przede mną pojawił się „pan z obsługi” stał w poprzek drogi tuż za skrzyżowaniem. Mózg przy takim wysiłku nie pracuje już tak idealnie. Nie biegłem tej trasy wcześniej. Nie wiedziałem, czy obie pętle są takie same. Uznałem, że skoro „on” zastawia drogę prosto, a skręt w lewo jest otwarty, to tam należy biec i tak pobiegłem. Za mną Marcin i jeszcze jeden zawodnik. Nie wiem ile nadłożyliśmy, ale za kolejnym zakrętem okazało się, ze to ślepa ulica i źle pobiegliśmy.

Nie ukrywam że wracając zwymyślałem „… pana z obsługi” przecież przebiegliśmy z dwa metry od niego, on stał tam właśnie po to, żeby kierować zawodników !!!!

A swoją delikatnie mówiąc niekompetencją zniszczył kilka tygodni przygotowań i naprawdę świetny bieg. Najprawdopodobniej stał tam za karę. Wybiegając z zaułka biegłem już za Marcinem. Dosłownie jakby mi ktoś urwał nogi. Nie ze zmęczenia, ale ze złości i bezsilności. Pierwszy raz podczas tego biegu pomyślałem, że nie dam rady. Nawet to chyba powiedziałem głośno, nie pamiętam. Postanowiłem mimo to jeszcze zawalczyć i docisnąłem do mety na ostrym gazie. Gdy zobaczyłem zegar jak mija 1:29:00 moja wściekłość sięgnęła zenitu. Na metę wbiegłem zrezygnowany.

Przemek_Mława

Wynik ostateczny 1:29:19 Open 16/143, z dwóch celów udało się zrealizować jeden. Do ostatnich metrów walczyliśmy z Marcinem na równym poziomie i to uratowało ten bieg. Dzięki Marcin. Mam nadzieję na powtórkę z rywalizacji 11 listopada w Warszawie, gdzie zmierzymy się z naszymi życiówkami na 10 km. Trasę znam nie da się tam zgubić.

Parę minut za metą złe emocje trochę ostygły. W tym momencie słońce było już po naszej stronie. Siedzieliśmy sobie na murawie i gadaliśmy. To było to co lubię na takich biegach. Gratulację dla Rafała z życiówki i pierwszego miejsca na podium w drużynówce. Łukasz co prawda nie rozbił banku z życiówkami, ale za to powinien dostać nagrodę fair play, bo poświęcił swój wynik pomagając zawodnikowi, który zasłabł na trasie. Alicja dzięki za doping i zdjęcia. Następna relacja z listopadowej dyszki w Warszawie. W tej chwili mogę tylko powiedzieć, że celuje w grubo poniżej 39 minut, także jest sporo do zrobienia.

Tekst: Przemysław Zalewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.