Markowe myśli przed Gdynią

Debiutancki Triathlonowy dystans olimpijski ukończony! Dzięki za wsparcie, kciuki i inne:) (2:49)

Podejrzewam, że 70% ma te same myśli, ale boi się je głośno wyrazić – powiedziała mi Weronika Tri-fun.pl, gdy rozmawialiśmy o tym, że właściwie, to nie mam pojęcia, jak się czuję przed pierwszym poważnym triathlonowym sprawdzianem.

Wszystko to, co miałem zrobić, zrobiłem.

Cały cykl treningowy za mną. Kilka miesięcy, bądź co bądź, ciężkiej pracy minęło.

W tym czasie mój organizm przyzwyczaił się do wody i już nie wydaje się taka lodowata jak kiedyś. Zaprzyjaźniłem się z rowerem, przez co i ramiona, i inne części ciała nie bolą już tak bardzo po zejściu z niego. Doskonale wiem, na co mnie stać. Jaki dystans jestem w stanie przepłynąć, w jakim czasie. Jaka prędkość podczas jazdy jest moją prędkością średnią i jak długo mogę ją utrzymywać. Bieganie to w ogóle wiadomo, przecież robię od dawna. W nogach niejeden maraton, dlatego dystans 21 km w żaden sposób nie jest mi nieznany.

A jednak trema ogromna. Trochę tak, jak wyprawa w nieznane. Gdy plecak spakowany, cały ekwipunek zgodnie z zaleceniami przygotowany, trasa szlaku nauczona na pamięć. Bo teoria, to przecież tylko początek przygody. A nawet z najlepszej mapy nie da się poczuć zapachu gór i lodowatej wody górskiego strumyka.

Podobnie jest i w przypadku triathlonu.

Miałem przedsmak tego co mnie czeka w Ełku na olimpijce, ale ma się to tak do połówki Ironmana, jak przystawka do dania głównego. Zaostrza apetyt i daje gwarancję na to, że danie główne będzie smakowite.

Jest tyle rzeczy, które mogą się wydarzyć. W morzu może być duża fala, mogę się opić słonej wody, prąd może znosić w kierunku brzegu, tłok w wodzie wydaje mi się nie do wyobrażenia. Ciągle gdzieś tam w głowie się zastanawiam, jak rozłożyć siły podczas trzygodzinnej jazdy, by uspokoić tętno po pływaniu i zachować siły na bieg. Jaką strategię przyjąć na półmaraton, kiedy za mną przecież będzie już kilka godzin ruchu, a przede mną sporo kilometrów do zrobienia. Kiedy tętno, jako wyznacznik, niejest już takie oczywiste, bo nie startuję po rozgrzewce, a po mocnych dwóch częściach.

Słucham trenerów, rozmawiam z tymi, którzy mają to już za sobą, czytam relacje i porady. Wiem jedno. Nie ma jednego wzorca, jednego złotego środka. Każdy ma inna opowieść, inne doświadczenie i inny sposób na zmaganie się z tym wyzwaniem. Jest tak wiele spraw, o których trzeba pamiętać. O odżywianiu, nawadnianiu, o liście wszystkich rzeczy, które trzeba zabrać do strefy zmian, dobrym rozłożeniu sił, o tym, by się nie dać porwać i zachować dobrą kondycję na cały triatlon.

Ale tak naprawdę przez cały czas należy pamiętać, że to ma być frajda, że robię to po to, by móc powiedzieć sobie, że jestem człowiekiem z żelaza, że w zagonionym świecie, pełnym szumu, telefonów, mejli, pracy, udało się wygospodarować czas na treningi i przygotowanie do tego dnia. To jest najważniejsze – zachowanie dystansu i postawa, która pozwoli mi się cieszyć z tego, gdy będę przekraczał linię mety. Wszystkie elementy są ważne i istotne. Nie można jednak zapomnieć ani przez chwilę, po co się to właściwie robi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.