Schowaj Ego do kieszeni.

12048651_10206459302818608_1732554448_n

Dziś w Warszawie odbył się 37 Maraton Warszawski. Ja, tak dla odmiany biegłam, ale w sztafecie i to ostatni odcinek, czyli 21km. A skoro już wyciągnęłam buty biegowe z szafy i włożyłam je na nogi, to stwierdziłam, że najpierw pobiegnę 21km w ramach rozgrzewki a dopiero potem swoją część sztafetową. Jak powiedziałam, tak zrobiłam. Szkoda tylko ze wcześniej nie pomyślałam.

Z reguły jestem osobą uśmiechniętą, optymistyczną i raczej nienarzekającą. Ale dziś, uwaga, będę narzekać. Nie, nie na organizacje, nie na korki w mieście czy na pogodę. Dziś będę narzekać na siebie.

Znacie to powiedzenie – „wysoka jak brzoza a głupia jak koza” albo „im starsza, tym głupsza”? To ja. Dziś.

Dawno nie zrobiłam tylu błędów podczas biegu, w dzień biegu i miesiąc przed. Ale zacznijmy od początku.

Maraton to 42 km i jeszcze dodatkowo 195m. To jest dużo. I to dużo przez duże D. I nie da się przebiec dobrze takiego dystansu, ot tak z marszu. I nawet jak masz na koncie 25 maratonów, parę biegów ultra i trzy Ironmany to DO MARATONU TRZEBA TRENOWAĆ. Nie ma innej opcji. Ten dystans nie wybacza a wręcz czeka za rogiem na Twoje błędy, by w odpowiednim momencie wyskoczyć i zacząć diabelsko się śmiać Ci w twarz.

Także po pierwsze, Kozanecka – schowaj swoje ego głęboko do szafy, wyjmij z niej pokorę i następnym razem się przygotuj.

Po drugie – skoro nie trenowałaś do maratonu to NIE JEDZ TAK JAKBYŚ TRENOWAŁA. Bieganie z dyndającym z przodu brzuchem nie jest ani miłe ani estetyczne. A pożeranie całej dużej pizzy wieczorem przed startem nie gwarantuje, że pizza zdąży przerobić się na energie, ale za to wielce prawdopodobne jest to, że do rano będzie zalegać w bebechach.

Po trzecie – jeżeli wiesz, że w dniu zawodów musisz jeszcze zawieźć koleżankę na 5:00 na lotnisko, to błagam WYSPIJ SIĘ DOBRZE NOC WCZEŚNIEJ albo chociaż pójdź spać wcześniej. Organizm naprawdę ma swoje ograniczenia a niewyspany ma ich jeszcze więcej.

Po czwarte – jeśli masz sprawdzone sposoby na poranek przedstartowy TO, CZEMU ZMIENIASZ JE W TAK WAŻNYM MOMENCIE. Zawsze, przed każdym startem, pije 1 kawę (podkreślam jedną) i jem bułkę z masłem orzechowym z dżemem (najlepiej z czarnej porzeczki mojego taty – pycha!!). Ale dziś mądrze stwierdziłam, że skoro wstałam tak wcześnie, to żeby nie zasnąć w połowie dystansu (a kiedyś zasnęłam podczas marszu, więc obawy jak najbardziej realne) to wypiłam dwie naprawdę duże kawy. Wszystko super i tak jak powinno być, źrenice jak pięć złotych, energia mnie rozpiera tylko, dlaczego w okolicy 10km odezwało się to „drugie działanie” kawy. A znalezienie wolnego ToiToia na tym odcinku graniczyło z cudem.

Po piąte – jak chcesz z kimś pobiec, to umów się z nim dokładnie w konkretnym miejscu i o konkretnej godzinie, a NIE SZUKAJ GO POTEM PO TRASIE ROBIĄC BEZ SENSU INTERWAŁY. Mądry kiedyś powiedział, „nie ważne jak zaczynasz, ale ważne jak kończysz”. A widząc to jak ja zaczęłam, to już wiedziałam, że końca z tego pięknego nie będzie. Moje pierwsze 10 km wyglądało jak trening interwałowy jednokilometrowy na 30 sekund odpoczynku, stojąc i wypatrując towarzysza przygody. Czy znalazłam? – Oczywiście, że nie. Czy się zajechałam już na początku – oczywiście, że tak. Głupota.

Po szóste – jeżeli masz ze sobą żele i po zjedzeniu pierwszego zrobiło ci się niedobrze, TO CZEMU JESZ KOLEJNE I TO TAKIE SAME. Kozanecka pamiętaj, zawsze na maraton bierze żele różnego rodzaju, aby w razie czego móc dostarczyć energie z innego źródła.

Po siódme – i chyba najgorsze – skoro od pierwszego maratonu wiesz, że nie popija się żeli izotonikiem, TO PO JAKIEGO GRZYBA ROBISZ TO TERAZ. Ok. na moją obronę mam to, że Izo było rozcieńczone i niewypite od razu po zjedzeniu żelu – tylko, wobec tego skąd ta wizyta w krzakach?

Po ósme i ostatnie – jeżeli na 35km jesteś już ostro wyjechania a wyprzedza Cię koleżanka, TO ZNACZY, ŻE JEST OD CIEBIE LEPSZA i nie wiadomo jakbyś się starała utrzymać jej tempo, to Ci się nie uda. Odpuść, daj jej pobiec a sama biegnij swoje. Nie ma co palić nóg, bo przed Tobą jeszcze 7 km i to wcale nie tych najłatwiejszych.

Idąc dziś spać, muszę poważnie przemyśleć moje postępowanie. Obiecuję wyciągnąć wnioski i stosować podczas każdego startu.

Wasza na zawsze Koza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *