Wspinaczka po drabinie wychowania

DSC_0174

Plan tegorocznych wakacji zapowiadał się równie fascynująco, jak i nieco przerażająco…sześciodniowy pobyt w Pieninach w babskim gronie z moją dwuletnią córeczką jako jednym z uczestników.

Z jednej strony moja ukochana Szczawnica, „Królowa Polskich Wód”, leżąca u stóp Bryjarki w dolinie Grajcarka, otoczona górskimi zboczami kuszącymi pieszymi wędrówkami, z drugiej strony niezwykle aktywny dwulatek w przysłowiowej fazie buntu. Czy Hania pozwoli nam nacieszyć się górskim klimatem i złapie bakcyla do wędrowania?

Czy tak jak dla mnie kiedyś Pieniny staną się jednym z najukochańszych wspomnień, gdy przemierzałam je razem w rodzicami jako przedszkolak i na zawsze stały się moimi ulubionymi górami…

Właściwie już pierwsze chwile po przyjeździe sprawiły, że widok górskich szczytów całkowicie pozwolił zapomnieć o krakowskiej codzienności, a humor Hani po długiej drzemce na świeżym powietrzu był bezcenny. Wypoczęta jak rzadko kiedy i oczarowana pienińskim klimatem polecam Szczawnicę każdej aktywnej mamie szukającej zdrowego wypoczynku dla siebie, jak i atrakcji dla swoich pociech. A może i formy przetrwania wśród fali niekończących się dziecinnych protestów?

DSC_0255

Jak na góry przystało punktem programu naszego wyjazdu miały być wędrówki, oczywiście w nieco okrojonej wersji, głownie służące pokazaniu mojej córeczce, że zarówno bolące nóżki czy wszechogarniające zmęczenie nie są tak ważne, kiedy stając na szczycie możemy podziwiać wspólnie piękną panoramę wyszukując wśród malutkich domków naszego pensjonatu czy w końcu doładować siły jakże pysznym zasłużonym kawałkiem czekolady. I tak też wspólnymi siłami udało nam się z Palenicy wejść na Szafranówkę, która stanowi nie lada wyzwanie dla małej istotki, ale również zdobyć Bryjarkę, Bereśnik czy przejść pięknym wąwozem Homole. Poza pokonywaniem trasy na własnych nogach, bez wątpienia jedną w większych atrakcji dla małego turysty był wyjazd wyciągiem, który nawet u ruchliwego dwulatka wywołał chwilę spokoju i zadumy, jakby rozbudzając respekt do wysokich gór. Ukojeniem ciężkiej wędrówki stawały się natomiast owce czy koniki na szczycie, a w Hankę wstępowały jakby nowe siły do bycia góralskim bacą.

DSC_0359

Jak się okazało, nie tylko nam nic bardziej nie smakowało od świeżutkich oscypków na szczycie, ale także i moja córka przechodząc koło góralskich domków za każdym razem wołała „selek” i najchętniej żywiłaby się nimi na okrągło.

Jako, że skleroza jednak czasem boli także górskiego turystę, a nasze pttkowskie książeczki zostały w Krakowie, nowym rytuałem jakże ukochanym przez moje dziecko, stało się przybijanie pieczątek na rękach, a Hanka z poważną miną detektywa sprawdzała czy czasem żadna z nas nie opuści schroniska bez wymaganego oznaczenia. Nic przecież cenniejszego od uśmiechu na twarzy malucha na hasło schronisko, nawet jeśli główną motywacją zdobycia góry jest póki co czekająca pieczątka, która można ostemplować całe ciało zarówno swoje, jak i współtowarzyszy.

Dowodem na to, że góry tak bardzo jak męczą, jednak dają ukojenie, spokój i jakby swoiste poczucie bezpieczeństwa był fakt, że każda nasza  wycieczka kończyła się niczym w zegarku, tym, że pełna nowych emocji Hania zasypiała niesiona w nosidle na moich plecach i tak oto błogo spędzała zejście ze szczytu. Można by powiedzieć sama rozkosz, ale oczywiście trudniejsze chwile nie należały do rzadkości, zwłaszcza na podejściach, bo jak wiadomo mimo mocy i energii, siła woli malucha jest znacznie mniejsza od naszej.

DSC00723

I tak chociaż zawsze docierałyśmy na szczyt ostatnie, czasem wśród jęków, miałków i zdegustowanych spojrzeń mijających nas piechurów, z nadszarpniętą cierpliwością obu stron, jednak panorama gór, a dla Hani wytarzanie się trawie rekompensowały wszystko w moment. Domowe wspominki pobytu w Szczawnicy trwają po dziś dzień mimo, że upłynął ją prawie miesiąc i ciągła fascynacja na buzi mojej córki świadczy o tym, że wyważone spacery po górach mogą stanowić równie konkurencyjną zabawę do placu zabaw. A są równocześnie jakże zdrową formą kształtowania i temperowania charakterku małego buntownika. Czy to nie jedna z lepszych metod wychowywania?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *