Zaporowy alfabet według Patrycji

SONY DSC

Z końcem września odbyła się pierwsza edycja Maratonu Zaporowego – pierwszych bieszczadzkich zawodów zarówno dla triatlonistów, ultrasów, półmaratończyków, kijkarzy i w końcu najmłodszych. Świetna impreza, bardzo fajnie jak na pierwszy raz zorganizowana, wyjątkowy klimat, wspaniała trasa, multum wrażeń. Ja wzięłam udział w górskim półmaratonie i chciałabym opisać jak bardzo te zawody przypadły mi do gustu. A więc niezapomniany półmaraton był:

Zaporowy – Jak sama nazwa mówi clue zawodów stanowiła zapora w Myczkowcach. To z niej startowali triatloniści, a my półmaratończycy dumnie przebiegaliśmy ją całą mając już w nogach kilkanaście kilometrów. Widok Myczkowskiego Jeziora dodawał otuchy tworząc z biegu niezwykle oryginalne i niezapomniane zawody.

Atmosfera – Bez cienia wątpliwości unikatowa jak przystało na bieszczadzką imprezę. I to nie tylko dzięki osobliwym górskim szlakom pełnym pięknych widoków, błotnistym lasom, zaspanym jakby we mgle łąkom, ale także dzięki iście zakapiorskiemu klimacie na mecie, gdzie na strudzonych biegaczy oprócz pysznego żurku czekało koło bieszczadzkich gospodyń wraz z domowymi ciastami, pierożkami czy bigosem. Szukający nuty estetyki i sztuki mogli popodziwiać i zakupić ręcznie robioną biżuterię czy rzeźby prawdziwych bieszczadzkich aniołów. Dla dzieciaków natomiast Narodowy Park Bieszczadzki przygotował konkursy i gry pozwalające wyszukać najlepszych małych leśników i górołazów. Nawet psująca się pogoda i deszcze nie zepsuły humorów górskim twardzielom.SONY DSC

Publika – Biegowa publiczność jest zawsze wspaniała, każde brawo, słowo otuchy są po prostu bezcenne, zwłaszcza kiedy mamy w nogach już kilka kilometrów i zaczynamy czuć zmęczenie. I na Zaporowym kibice dopisali – zarówno na trasie dostałam wiele bezcennych uśmiechów, jak i docierając do mety znaleźli się podtrzymujący na duchu biegnącą już mnie na oparach energii. A na mecie gdzie czekali najbliżsi w moment odzyskałam wszystkie siły niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Orelec – meta i start bieszczadzkiego półmaratonu. Dokładnie w „Zagrodzie Magija”, niezwykle urokliwym i kameralnym gospodarstwie. Jak na zawody górskie przystało, biuro startowe mieściło się w drewnianej chacie z duszą. Ruska bania stanowiła kąsek dla szukających regeneracji biegaczy, a stawik z potokiem pozwolił umyć zabłocone nogi.SONY DSC

Różnorodność – Zaporowy to nie tylko wielka różnorodność trasy półmaratonu – dużo podbiegów, gdzie zamiast biegu trzeba było przestawić się na wspinaczkę, zbiegi wymagające dużej uwagi, proste kawałki czy to lasem, łąkami, czy w końcu miejscami asfaltem i po kamienistym bruku. Piękne niepowtarzalne widoki czy to na Bieszczadzkie szczyty czy rozpościerające się Jezioro Myczkowskie, pozwalały zapomnieć o zmęczeniu i dodawały siły i energię. Zaporowy to także zawody dające wiele możliwości – coś dla triatlonistów, ultra maratończyków, nordic kijkowców czy nawet atrakcje biegowe dla dzieciaków, które na mecie obdarowywano sadzonkami drzewek.

Orientacja – to bez wątpienia warunek konieczny dla wszystkich biegających w górach. Chociaż wiem, że zdarzyli się Ci, którzy zbłądzili, moim zdaniem trasa na Zaporowym była świetnie oznakowana. Białe wstążki były powieszone w bardzo niewielkich odległościach i naprawdę zbłądzili chyba tylko za bardzo zamyśleni czy rozkojarzeni. Oznakowanie dystansu co kilometr pozwalało kontrolować czas i dobrze rozłożyć siły.SONY DSC

Wyzwanie – Niby półmaraton, niecałe 23 km, ale jednak duże wyzwanie mam wrażenie, chyba dla każdego z nas, którzy dużą część trasy musieliśmy pokonać pływając momentami w błocie i kałużach po łydki. Obciążeni dodatkowymi grudkami na butach musieliśmy pokonać około 800 metrów przewyższenia, wspinać nie tylko górskim szlakiem, ale także po wielkich schodach prowadzących nas do zapory w Myczkowcach. Nie lada wyczynem było pokonanie momentami stromych zbiegów po śliskim niczym zjeżdżalnia podłożu bez upadku. Mnie pomogły tego dokonać na pewno kijki, które zdecydowałam się właściwie wziąć w ostatniej chwili. Jakże trafne mogą być instynktowne decyzje….

Yupii!!! Polecam Imprezy Zaporowe dosłownie wszystkim! Jak każdy ukończony bieg to doświadczenie dające mnóstwo satysfakcji i radości całej rodzinie. Świetna forma spędzenia wolnego czasu, aktywnie, blisko natury, dla mnie kolejna mozliwość odwiedzenia Bieszczad, a dla wszystkich nieznających tych terenów , wspaniała okazja do zapoznania się z zakapiorskim bieszczadzkim klimatem, którego nie znajdziemy nigdzie indziej.

 

Patrycja Tokarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *