Złamany obojczyk vs KarkonoszMan

fot. prywatne

KarkonoszMan 2015 był realnym celem dla Kamila. Kiedy zapisywał się na te wymagające zawody, nie przypuszczał, że wszystko może się tak potoczyć. Przeczytajcie pełną emocji i trzymającą w napięciu opowieść Kamila Ostapskiego o tym, jaką przebył drogę, by znaleźć się na mecie zawodów.

Nieszczęścia chodzą po ludziach. Moje przyszło do mnie w Wielką Sobotę 2015 roku …

 

To był piękny, słoneczny dzień. Udało mi się wszystko ułożyć tak, żeby zdążyć zrobić spokojny trening rowerowy przed przejściem do prozy życia i nudnych obowiązków. Plan był na spokojną przejażdżkę w ramach aktywnej regeneracji. I tak było, dopóki się nie skończyło.

Pamiętam tylko jak momentalnie tracę równowagę, wykrztuszam z siebie tradycyjne polskie wyrażenie oburzenia: Co do ch***? (przynajmniej tak mi się  wydaje) i urywa mi się film. Czarna ściana.

Co się dzieje?

Budzę się i wszystko wygląda jak na filmie, obraz trochę się trzęsie, rozmywa i wszystko widać odrobinę jak za mgłą. Jestem mocno otępiały. Patrzę na ręce i kurtkę i widzę krew. Łapię się za nos – krew, łapię się za prawe ucho – krew. Słyszę w tle: Proszę nie wstawać karetka jest już w drodze. Nie bardzo to do mnie dociera i oczywiście próbuję wstać. Opieram się na prawej ręce i przeszywa mnie ból. Ok – jednak nie dam rady, boli jak cholera. Dotykam moje ramię i czuję, że coś jest nie tak. Po chwili pojawia się karetka. Oglądają mnie ładują na nosze i jedziemy na SOR. Lewa ręka ciągle jest sprawna więc dzwonie do żony. To będzie niezapomniana sobota.

Potrącił mnie samochód

Zostałem zmieciony ze ścieżki rowerowej przez kierowcę, który zjeżdżając na parking pod wrocławskim lotniskiem najzwyczajniej w świecie mnie nie zauważył. Bilans strat: pęknięta czaszka, złamany nos, pęknięta łopatka, złamany i przemieszczony obojczyk i na deser pęknięty bębenek prawego ucha.15328125_1139593609409975_1111594631_n  Prawdopodobnie wszystkich urazów czaszki udałoby się uniknąć, gdybym miał kask. No, ale kto zakłada kask na spokojną przejażdżkę po ścieżce rowerowej? Cóż, na pewno ktoś przezorny i mądry, ja jak widać wtedy jeszcze taki nie byłem.

Obojczyk po stabilizacji nie wrócił na miejsce więc zapadła decyzja, że będzie operowany. Został zespolony za pomocą specjalnej metalowej płyty wkręconej we mnie za pomocą sześciu śrub. Jak już doszedłem do siebie po operacji i głowa doszła do siebie po wstrząśnieniu mózgu, przyszła pora na smutną prozę życia.

Co zrobić z resztą roku?

Starty już zaplanowane i większość opłacona. Pierwszy w kolejce – Niepokorny Mnich – 90km bieg górski w Beskidzie za nieco ponad dwa tygodnie. Biorąc pod uwagę, że na tym etapie ledwo chodzę, wiem od samego początku, że Mnich odpada. Ale co dalej? Już za 10 tygodni KarkonoszMan, górski triathlon na dystansie ½ IronMan. Biegać może już będę, a pływanie? Po operacji i krótkiej rozmowie z chirurgiem dowiaduję się, że szanse na to, że w ciągu dziesięciu tygodni będę pływał, są minimalne. Wpisowe i tak nie podlega zwrotowi więc zobaczymy, zrobię ile się da.

`Od początku

Pierwsze dni po wypadku pokazały, że nie będzie łatwo. Wypadek i operacja okazały się ogromnym obciążeniem. Czułem się jak wyssany z energii – klasyczne ZOMBIE. Głowa oczywiście wyrywała się do przodu, ale ciało nie było w stanie nadążyć. Nigdy wcześniej nie czułem się tak słaby. Do tego nie dało się normalnie funkcjonować bez solidnej dawki leków przeciwbólowych. A ruch prawej ręki powyżej jakichś 15-20 stopni był niemożliwy do wykonania. Pierwszy raz w życiu to ja musiałem prosić żonę, żeby zwalniała podczas spacerów, bo nie nadążam.

Czy KarkonoszMan będzie realny?

Pierwsze tygodnie po wypadku nie byłem w stanie podjąć żadnej aktywności, jakikolwiek, nawet najlżejszy trening oznaczał ból. Wykonywałem drobne ruchy ręką, ale tylko i wyłącznie celem oceny poziomu dyskomfortu. Po miesiącu wydawało się, że jest już w miarę ok, więc wybrałem się na mały spinning. 30 minut na rowerze i czułem się jak po Ironmanie. Zlany potem, wymęczony. Pomyślałem sobie, że będzie ciężko, a to był tylko rower i w dodatku stacjonarny więc w ogóle nie musiałem używać prawej ręki. Przez kolejne dwa tygodnie wracałem na rower stacjonarny ok. 2 razy w tygodniu. Po 6 tygodniach od operacji wybrałem się na pierwszą przebieżkę 5km 30 minut, ze stabilizatorem na ramieniu. Było znośnie. Tak więc do roweru stacjonarnego doszły lekkie przebieżki. Po 8 tygodniach wybrałem się na pierwsze pływanie. Odstawiłem już leki przeciwbólowe, blizna się dawno wygoiła i wróciło już trochę sprawności. Poza tym miałem za sobą 8 treningów budowania mini bazy. Na początku pływałem żabką, pływanie kraulem od razu wywołało dyskomfort. Po 30 minutach w basenie prawe ramię zaczęło dokuczać i do 1,9 km dobiłem już płynąc jedna ręką! Udało się zmieścić w limicie 1h więc była radość. Kolejne dwa tygodnie to była konkretna walka z czasem i dyskomfortem. Jak się jednak okazuje, mogło to też pobudzić zrost mojego obojczyka. Na parę dni przed KarkonoszManem wszystko wskazywało na to, że się uda.

fot. prywatne

fot. prywatne

Nadszedł TEN dzień

20.06.2015 meldujemy się z Hanią na odprawie Triathlonu KarkonoszMan. Napięcie rośnie,  samopoczucie dobre i nawet nic nie boli już podczas pływania. Rano wprowadzam sprzęt do strefy zmian i odliczam do startu. Pływanie idzie bardzo dobrze, chyba nawet lepiej niż się spodziewałem, powoli, ale do przodu niemal cały czasem kraulem. W żabkę przechodzę tylko podczas nawigacji w jeziorze.

Pływanie kończę w okolicy 45 minut więc bardzo OK, jak na to co przeszedłem w ostatnich 10 tygodniach. Pozytywnie naładowany wskakuje na rower. I jadę z zamku Czocha do Karpacza przez Sosnówkę. Trasa oczywiście przepiękna. Uwielbiam Karkonosze! Końcówka przez stary Karpacz to dla mnie już niezła mordęga. Według zegarka mam  jeszcze coś koło 10km do T2 a ostatni podjazd jakby nie miał końca! Drę mordę w lesie: Ile k**** jeszcze! Okazuje się, że jakieś 10 minut i mam T2 i mam elegancki zapas czasu.

k-ostapski-po-obojczyku

fot. prywatne – KarkonoszMan 2015

Przebieram się chwile biegnie ze mną Hania, podsuwa jedzenie i ruszam dalej sam. W kierunku Odrodzenia. To jest chyba najnudniejsza część trasy, bo dużo asfaltu nawet samo podejście do schroniska, to niemal wyłącznie asfalt. Ale już od Odrodzenia mam grań Karkonoszy. Piękne widoki i super trasa. Na metę na Śnieżce docieram jakieś 40 minut przed limitem, czyli po około 7h 50min.

Pierwszy raz kończę tak blisko odcięcia, ale jestem zadowolony, przecież zasadniczo miało mnie tu w ogóle nie być. Plus to jest mój drugi triatlon w życiu 🙂 Bilans jest zatem bardzo pozytywny, a ja mam w końcu wrażenie, że jestem z powrotem w siodle. Po Triatlonie Karkonoskim udało się kontynuować dobrą passę i zaliczyć elegancki sezon z Herbalife Ironmanem 70.3 w Gdyni  (16 tygodni od wypadku), Bieg Ultra Granią Tatr (17 tygodni od wypadku), dystans Ironman w Malborku (20 tygodni od wypadku) i Łemkowynę 150.

Podsumowując:

  • Kask! Może I jesteś najlepszym kolarzem świata, ale ze wszystkimi na drodze nie wygrasz, szczególnie w Polsce, gdzie wyprzedzanie na żyletę wydaje się obowiązkowe.
  • Wypadek i złamanie obojczyka nie koniecznie oznacza wyłączenie z triatlonu na długo. Wszystko zależy od stopnia uszkodzenia. I tego czego oczekujesz. Ważne żeby wracać do sportu z głową i na spokojnie. Bo jedno jest pewne – do sportu jeszcze wrócisz.
  • Aktywność jest ok pod warunkiem, że nie boli. Dyskomfort będziesz odczuwał jeszcze długo po wypadku, ale z nim można trenować. I pobudzać kości do zrostu, jednak jeśli boli – przestań ćwiczyć, bo się znowu rozwalisz i tym razem będzie gorzej.
  • To pewnie chwile potrwa zanim będziesz mógł wrócić do normalnych treningów i do sprawności z przed wypadku. U mnie zajęło to ponad pół roku, zanim wróciłem do biegowej formy z przed zderzenia.

Autorem tekstu jest Kamil OSTAPSKI

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *